21 lipca, 2026
Aktualności i trendy Produkcje AI Twórcy AI Wywiady Diaxi Grok

Pełnometrażowy film AI. Wywiad z Diaxi, twórczynią. „Rzuć się na tę głęboką wodę bez kapoku”

„Rzuć się na tę głęboką wodę bez kapoku”. Wywiad z DIAXI, autorką pierwszego polskiego pełnometrażowego filmu w całości zrobionego przy wykorzystaniu AI

Napisała powieść o wikingach znad Bałtyku, a potem — sama, w pojedynkę — zamieniła ją w ponad trzygodzinny film. „W Niepamięci” to epicki dramat historyczny osadzony w roku 830 na Pomorzu Zachodnim, ekranizacja autorskiej książki DIAXI i, jak sama pisze na blogu projektu, pierwszy w Polsce pełnometrażowy film wykonany w całości przez AI. Za muzyką, tekstami, montażem i całą reżyserią stoi jedna osoba. Rozmawiamy o tym, jak przez 9 miesięcy po 10–12 godzin dziennie walczyła z generatorem o każdy ruch głowy bohatera, dlaczego wybrała wyłącznie Groka, gdzie stawia granicę między twórczością a „klikaniem generuj” — i o powieści, która dopiero szuka wydawcy, choć film już żyje własnym życiem.

W Niepamięci — opis filmu

Epicki dramat historyczny. Rok 830. Pomorze Zachodnie. Podczas desperackiej ucieczki młoda kobieta traci pamięć. Nie pamięta swojego imienia, przeszłości ani tego, przed czym uciekała. Los prowadzi ją do grodu jednego z miejscowych jarlów, gdzie przypadkowe spotkanie staje się początkiem historii, która na zawsze odmieni życie wielu ludzi.

W tym samym czasie okoliczne ziemie pogrążają się w narastającym konflikcie. Rabieże, zdrady i dawne waśnie zmuszają lokalnych władców do podjęcia decyzji, od których zależy przyszłość ich rodzin i całych osad. „W Niepamięci” to pełnometrażowa ekranizacja autorskiej powieści osadzona w realiach wczesnośredniowiecznego Pomorza — opowieść o rodzinie, lojalności, tajemnicach, trudnych wyborach i konsekwencjach, które potrafią rozciągać się na całe życie.

Choć bohaterowie żyją w świecie pełnym przemocy i nieustannej walki, jego największe bitwy rozgrywają się nie na polach walki, lecz w ludzkich sercach. To nie jest historia o tym, kto był silniejszy. To historia o tym, co naprawdę czyni człowieka silnym.

Powieść — od niej się wszystko zaczęło

Zacznijmy od źródła: opowiedz o powieści, na podstawie której powstaje „W Niepamięci”. O czym jest i skąd wziął się pomysł akurat na wikingów znad Bałtyku i rok 830?

Zawsze fascynował mnie świat dawnych cywilizacji, mitologii, życia w starożytności, jakbym w pewnym sensie była jego częścią, ale nie mogła do niego wrócić. Czytając o najnowszych badaniach archeologicznych w okolicach Wolina i odkrywając, że najprawdopodobniej nie jesteśmy tylko Słowianami, pomyślałam: dlaczego nikt o tym nie mówi? Dlaczego nikt nie zrobi o tym filmu lub serialu? Dlaczego robią to inne kraje, a Polska skupia się jedynie na Słowianach lub strzelaninkach? Przecież wikingowie mieszkali na naszych ziemiach, łącząc się ze Słowianami i pod wieloma względami byli do siebie bardzo podobni. Moja „twórcza” głowa (jak to ma w zwyczaju) zaczęła odpowiadać obrazami na pytanie „jak im się wtedy żyło?” i nagle powstała w niej historia kilku rodzin, bohaterów godnych opisania. Postanowiłam więc rozwinąć ją i napisać — oczywiście dla mojej pękającej już w szwach, przysłowiowej szuflady. Wtedy jeszcze nie myślałam o publikacji, podobnie jak w przypadku moich wcześniejszych książek.

Gdzie czytelnicy mogą dziś znaleźć tę książkę — jest już wydana? Wydałaś ją sama, czy przez wydawnictwo?

Książka jest na etapie korekty i poprawek i tak, mam w planie ją wydać, nie sądzę jednak, żeby udało się to jeszcze w tym roku. Będę szukała wydawnictwa, dlatego że koszty oraz sama promocja własnego wydania są dla mnie nie do przeskoczenia. Myślę, że wcześniej uda mi się zrobić e-book i na to też liczę.

Pod jakim nazwiskiem/pseudonimem jej szukać? Jako DIAXI, czy pod innym?

Gdy będzie już dostępna, to w internecie tylko pod pseudonimem DIAXI (a przynajmniej tak bym wolała). Główne wydanie „na papierze” będzie nosiło moje prawdziwe imię i nazwisko.

Ile czasu zajęło napisanie powieści i czy od początku myślałaś o niej „filmowo”, czy ta myśl przyszła dopiero później?

Czas to około 2–3 miesiące. Mając już w głowie „film”, czyli wszystkie obrazy fabuły, samo napisanie nie zajęło dużo czasu. Czy myślałam o niej filmowo? Trochę ciężko mi na to odpowiedzieć, ponieważ mój mózg działa jak ekran i każda historia, którą tworzę, pojawia się w mojej głowie ruchomymi obrazami — czyli jakbym oglądała film. I tak, przy każdej z moich książek pojawiała się myśl „ale byłoby fajnie, jakby ktoś zrobił ekranizację, móc pokazać ludziom tę opowieść w ruchu, tak jak ja widzę ją w mojej głowie”. Myślę, że każdy pisarz ma taką myśl. Pomysł o zrobieniu samodzielnej ekranizacji zrodził się dużo później.

Co było pierwsze w Twojej twórczej drodze — pisanie, muzyka, czy szły zawsze równolegle?

Zdecydowanie muzyka (bo wtedy jeszcze nie umiałam pisać). Od przedszkola aż do dziś i raczej już po grób. Gdy tylko nauczyłam się pisać, napisałam moje pierwsze „koślawe” opowiadanie, a mając 11 lat dorwałam gitarę i pisania było coraz więcej. Pisałam dosłownie wszystko, co dało się napisać, i oprawiałam muzycznie, eksperymentując, szukając tematów w otaczającym mnie świecie.

Kim jest DIAXI

Przedstaw się czytelnikom KinoAI — piszesz scenariusze, książki, wiersze, teksty piosenek, grasz na instrumentach i śpiewasz. Jak to wszystko się u Ciebie spina w jedną całość?

To po prostu ja. Tak jestem skonstruowana i nie potrafię inaczej funkcjonować, więc twórczość jest dla mnie taką samą rutyną jak umycie rąk czy zębów. W mojej głowie bez przerwy coś się tworzy. W zależności od nastroju — rano stworzę nową piosenkę, po południu kilka wierszy, a na wieczór zrobię jakieś poprawki do czegoś, co uznam, że jest warte uwagi. Uwagę skupiam głównie na tym, co w moim przeczuciu nie będzie stratą czasu, i jak wcześniej wspomniałam, wszystko zależy od nastroju. Poza tym jestem niczym niewyróżniającą się w tłumie, zwyczajną i prostą kobietą.

Czy AI to dla Ciebie sposób, żeby robić rzeczy, na które wcześniej nie starczało możliwości — czas, budżet, ekipa?

Zdecydowanie tak. Wyobraź sobie znaleźć ludzi, aby stworzyć zespół muzyczny, opłacać ich, zainwestować w instrumenty, ekipę, studia nagrań, miejsce do prób, dojazdy itd. Nikt dzisiaj nie przyjdzie grać za darmo. Nikt nie nagra ci płyty za darmo. Nikt nie kupi ci sprzętu ot tak (jak kiedyś robił to św. Mikołaj), to są ogromne koszty. Miałam zespół muzyczny przez 8 lat, więc wiem, jak to wygląda. Dla mnie AI jest narzędziem studyjnym, które pomaga mi uzupełniać brakujące instrumenty, brakujących ludzi minimalnym kosztem. Ale twórczość nadal jest moja. Moja muzyka, moje teksty, moje historie. To samo dotyczy filmu. Nie chcę nawet wspominać o kosztach nakręcenia filmu z prawdziwymi aktorami, sprzętem itp. — i na dodatek zrobić to samemu… oh, na samą myśl kręci mi się w głowie.

Pobierz darmowy ebook: Stwórz film z AI - pierwsze kroki

Od powieści do filmu AI

 

Dlaczego zdecydowałaś się ekranizować własną książkę — i to od razu w formie pełnometrażowej, a nie krótszej etiudy?

Jak wyżej wspomniałam, wszystko, co tworzę, najpierw pojawia się w mojej głowie w formie ruchomych obrazów, czyli dosłownie to widzę. Po napisaniu każdej książki czułam ten niedosyt i żal, że ktoś, nawet jak to kiedyś przeczyta, to nigdy nie zobaczy tego obrazu, co ja widzę, tych twarzy bohaterów, miejsc akcji, całego klimatu, nie usłyszy ich głosów. Po odkryciu generatorów wideo otworzyła się przede mną nowa droga pokazania tych historii. Początkowo i z kompletnego braku doświadczenia miał to być tylko eksperyment. Chciałam sprawdzić, czy w ogóle na tych generatorach da się stworzyć jakiś sensowny ciąg. Nie miałam w planie pełnej ekranizacji, bo nie miałam pojęcia, jak się za to zabrać (co będzie widoczne w filmie w pierwszych scenach), ale z czasem, poznając możliwości generatora i odnajdując ten najszybszy i najbardziej ekonomiczny, postanowiłam spróbować. Poszperałam w internecie za innymi filmami tego typu, lecz pojawiają się tylko krótkometrażowe (mowa o Polsce), i wtedy pojawił się diabełek na moim ramieniu, który szepnął: „No dawaj, rzuć się na tę głęboką wodę bez kapoku”. Pomyślałam, że mam okazję pokazania „W Niepamięci” na ekranie, a jeśli nie wyjdzie, to w szufladzie znajdzie się jeszcze miejsce.

Opisujesz „W Niepamięci” jako pierwszy w Polsce pełnometrażowy film wykonany w całości przez AI. Skąd ta odwaga, żeby porwać się na tak długą formę, i co to dla Ciebie znaczy?

Książka jest długa, jest masa szczegółów, których nie sposób było pomieścić nawet w tym materiale — a szkoda. Początkowo miałam mały dylemat, czy nie zrobić krótkich odcinków w formie miniserialu i pomieścić wszystko, ale w głowie zaświtało: kto to będzie oglądał? Mam zrobić jakiś kolejny serial o wikingach, których już jest dużo? Czyli automatycznie włączyła mi się samokrytyka, zanim doszłoby do klęski. W końcu uznałam, że pomieszczę, ile się da, w jednym filmie, dam ludziom poznać tę opowieść, a być może kiedyś zrobię miniserial, rozwinę i dodam to, co zostało pominięte. Co do czasu — nie miałam pojęcia, ile filmu wyjdzie. Robiłam każdą scenę na bieżąco, obrabiając w Vegasie, i nie łączyłam ich w całość w razie potrzeby późniejszych przeróbek.

Od redakcji: finalnie „W Niepamięci” urosło do imponujących 3 godzin i 20 minut. Jak przyznaje sama autorka — „sporo”. Ale, jak dodaje, osoby z jej grona, które widziały projekt, twierdzą, że „pierwsza godzina filmu to jak 10 minut”, bo historia mocno wciąga.

Co było trudniejsze: napisać powieść czy „przełożyć” ją na obraz generowany przez AI?

Zdecydowanie przełożenie jej na obraz. Generator sam niczego nie zrobi. To była bardzo zacięta walka z promptami, zdjęciami, a zwłaszcza z pierwszymi i ostatnimi klatkami. Starałam się, aby każda scena wyglądała dokładnie tak jak na filmikach w mojej głowie, więc walczyłam o każdy najmniejszy ruch głowy, ręki, postaci, mimikę twarzy, barwę głosu, dialogi itd.

Całość zajęła 9 miesięcy. Jak wyglądał ten proces na co dzień — to była praca codzienna, zrywami, wieczorami po innych obowiązkach?

To było bez mała 10–12 godzin pracy dziennie. Każdego dnia. Początkowo udawało mi się zrobić od 2 do 3 minut filmu w jeden dzień. Później od 3 do 5… ale czasami było tak, że nad jedną 4-minutową sceną siedziałam 2, a nawet 3 dni. To była bardzo powolna praca, bo chciałam pokazać to, co widzę w głowie, z jak największą dokładnością.

Warsztat i narzędzia

Powiedziałaś, że do filmu użyłaś wyłącznie Groka. Dlaczego akurat on i co konkretnie zaważyło na tej decyzji?

Przede wszystkim szybkość generowania. Przy takim dużym projekcie prędkość generowania scen jest na wagę złota. Gdybym miała na innym generatorze czekać do minuty na jedną generację, to przypuszczam, że film byłby skończony dopiero za rok. Drugą rzeczą, która zaważyła, to koszty. Inne generatory dają mało kredytów, a za jeden filmik biorą za dużo. W Groku jest inaczej. Wystarczało mi na wykonanie dziennej pracy nad filmem (choć przyznam, że przy pewnych scenach dochodziłam do limitu, ale to zdarzyło się może 3 razy). Kolejna rzecz to dialogi — też na wagę złota. Wszystkie dialogi są oryginalnie wygenerowane przez Grok wraz z filmem. Nie musiałam szukać niczego więcej i dorabiać dialogów osobno. Co najważniejsze — po polsku. To bardzo ułatwiło mi zadanie.

Grok nie pozwala ustawić klatki końcowej, przez co idealne łączenie scen jest właściwie niemożliwe i pochłania mnóstwo czasu. Jak sobie z tym radziłaś?

Ręczne poprawki w Vegasie. Każde przeskoki przy klatkach musiałam poprawiać ręcznie i nie powiem, że sobie z tym radziłam, bo nie sposób tego naprawić, gdy bestia-Grok nagle przesuwa część kadru mimo dokładnych instrukcji lub zmienia pozycję głowy pomimo jasnych zakazów. Tego nie da się w Vegasie naprawić, zwłaszcza przy scenach z dialogiem. To będzie w filmie widać i tego już się nie da naprawić. Co się udało, to się udało, a reszta niestety musiała zostać z minimalnym przeskokiem, duchem lub zamgleniem. Mam jednak nadzieję, że widzowie mi to wybaczą, bo cała fabuła rekompensuje te niedoskonałości.

Spójność postaci i estetyki to zmora filmów AI. Jak pilnowałaś, żeby bohaterowie i świat trzymali się kupy przez cały film?

Haha… przekupiłam Groka cukierkami. A tak na serio, znalazłam na niego sposób. Przy tak długiej pracy na jednym generatorze odkryłam wiele sposobów na wiele obejść bądź właśnie trzymania się kanonicznej twarzy. Tu jednak głównym narzędziem, które działa niemal bezbłędnie, jest samo zdjęcie. Jeśli w kolejnej scenie jest ten sam bohater, bo np. kontynuuje dialog, lecz jest w innej pozycji, zdjęcie musi mieć jego twarz, lecz w innej pozycji. Więc tu wchodzimy w pracę ze zdjęciami, a to już odrębny temat.

Montaż składasz w Vegas Pro 14 — dość wiekowej wersji. Czemu właśnie ona i jak się sprawdza przy tak dużym projekcie?

Moja wersja Vegasa jest ze mną od wielu lat, a dlatego 14, że dawno temu potrzebowałam go do krótkiego filmiku tylko na chwilę, więc nie opłacało mi się kupować… więc jest ze mną po dziś dzień. Do tej pory sprawdzał się świetnie. Owszem, brakuje mi w nim automatycznych opcji do łączenia filmików, co bardzo ułatwiłoby mi pracę, a które posiadają te najnowsze wersje. No ale mam, co mam, więc tego używam. Nie wiem, jak sprawdzi się przy finalnym renderze, bo łączenie materiału w jedną całość to nie lada wyczyn. Nie wiem też, ile potrwa render, szacuję, że może nawet kilka dni, co spowoduje opóźnienie premiery i tego najbardziej się obawiam.

Od redakcji: obawy okazały się uzasadnione — sam finalny render trwał kilkanaście godzin, a i tak DIAXI dopięła swego i zdążyła z premierą w czerwcu, tak jak obiecała w zwiastunie.

A muzyka i głosy w filmie — to też Twoje? Jak powstawała warstwa dźwiękowa?

Tak, wszystkie ścieżki dźwiękowe są stworzone przeze mnie. Ambient typu wiatr, ptaki, noc, zwierzęta, fale itp. to darmowe samplery ściągnięte z darmowych stron do użytku publicznego. Muzyka jest całkowicie moja, oraz tekst do dwóch głównych utworów. Dialogi, jak wcześniej wspomniałam, są wygenerowane wraz z filmami przez Grok przy użyciu odpowiednich promptów. Każda z postaci ma swoją własną barwę głosu i mówi po polsku. Lipsync nie zawsze się zgadza, ale w tym filmie to chyba najmniej istotne.

Od redakcji: dwie główne, śpiewane pieśni z filmu to „Jesteś Wolna” i „Modlitwa Ivi”. DIAXI udostępnia je na swoim kanale muzycznym, a teledyski do nich mają pojawić się po premierze.

Co było najmilszym zaskoczeniem — momentem, w którym AI dało Ci więcej, niż się spodziewałaś?

Obejścia pewnych blokad minimalnym promptem — tylko za pomocą zdjęcia… to jedna z tych rzeczy, które mile mnie zaskoczyły przy wielu scenach. Kolejne zaskoczenie, gdy nagle uparty Grok zaczyna film od zdjęcia i kończy go na zdjęciu… to wielkie WOW! A najlepiej wspominam, gdy po całym dniu męczenia jednej sceny, kiedy już nerwy puszczały i ręce opadały, nagle z poważnego ujęcia Grok robi mi parodię, generując coś, czego nie powinno być i czego największe komedie w Hollywood mogą pozazdrościć. Takie sceny od razu sprawiały, że nerwy zamieniały się w kupę śmiechu ciągnącego mnie pod stół. Humor od razu wracał.

Podejście do AI

Zauważyłaś, że w Polsce wielu ludzi reaguje na samo słowo „AI” jak byk na czerwoną płachtę. Skąd ta niechęć, czy da się ją przełamać i co chciałabyś, żeby ludzie zrozumieli o AI — poza tym, że służy „do rolek i do zabawy”?

Owszem, da się przełamać, jeżeli ludzie nauczą się odróżniać profesjonalną pracę z AI od zabawki dla dzieci. Nie można wrzucać każdego twórcy do tego samego worka tylko dlatego, że tworzy za pomocą AI. AI nic samo nie stworzy. To tylko pusta maszyna. Trzeba wprawić ją w ruch odpowiednimi narzędziami, komendami (promptami), zdjęciami. Nie sztuką jest wrzucić w generator zdjęcie pustej ziemi i napisać „z tej ziemi wyrasta kwiatek” — generator stworzy sobie jakiś tam kwiatek i filmik gotowy. Sztuką jest dać mu konkretny kwiatek, utrzymać jego idealny wygląd, kolor, oświetlenie i wprawić go w ruch, jaki my sami chcemy — tego generator sam nie zrobi, to zrobi człowiek za pomocą generatora i to ja nazywam pracą, reszta to tylko zabawa. Niestety większość ludzi z góry zakłada, że skoro jakiś film jest stworzony przez AI, to twórca nie jest jego twórcą, tylko jest nim generator, a to błąd. Film „W Niepamięci” nie został stworzony przez generator, lecz z jego pomocą, a to różnica. Bohaterowie, fabuła, cała ta historia została stworzona przeze mnie — nie przez generator. Znam wielu artystów, którzy tworzą bardzo dobre krótkie filmy, teledyski, konkretne rolki, i gołym okiem widać, ile pracy w to włożyli, dlatego przykro jest czytać, kiedy ktoś pod takim np. teledyskiem pisze, że to „tylko AI”.

Jak odpowiadasz na zarzut, że film czy muzyka „robione przez AI” to nie jest prawdziwa twórczość?

Będę szczera, mówiąc, że po części się z tym zgadzam, ponieważ AI to nie ludzie grający na instrumentach ani żywi aktorzy w filmie, ale za stworzeniem piosenki, napisaniem tekstu, dopracowaniem jej brzmienia stoi żywy człowiek, więc owszem, jest to twórczość, chociaż nie do końca prawdziwa.

Gdzie Ty stawiasz granicę między „AI jako narzędzie twórcy” a „AI, które tworzy za twórcę”?

W tym pytaniu leży też odpowiedź. Tu jest właśnie granica: tworzyć, używając AI jako narzędzia pomocniczego, a klikać „wygeneruj” i będzie, że to ja. Niestety wielu ludzi, zwłaszcza młodych, zaczęło bawić się AI właśnie w ten sposób. Wejdzie taki w czat GPT, wpisze „napisz mi tekst piosenki o wróbelkach”, skopiuje, wklei w generator muzyki, kliknie „generuj mi tu jakiegoś rocka” i gotowe. Później wielkie WOW i reklamuje się taki w internecie, krzycząc, jaką on świetną piosenkę stworzył i że to on jest autorem — NIE. Dla mnie to żadna twórczość, to tylko zwykłe klikanie, kopiowanie i wklejanie. Najzwyklejsza zabawa i nie ma nic wspólnego z twórczością. Bo co on niby stworzył? To właśnie stworzył generator.

AI i promocja

Prowadzisz blog, kanał na YouTube, Instagram z piosenkami, zbiórkę na Suppi. Jak budujesz wokół projektu publiczność i jak rozkładasz te kanały?

W sumie to nie buduję, bo przez pracę nad filmem nie mam czasu tego rozwijać. Wrzucam rolki, teledyski i tyle. Jedynie zachęcam w opisie do subskrybowania, jeżeli komuś się podoba. Kto chce — klika.

Czy AI pomaga Ci nie tylko tworzyć, ale i promować — opisy, grafiki, zapowiedzi, materiały do sieci?

Owszem, rolki ogłaszają premiery piosenek, krótkie filmiki zachęcają do przyszłej premiery filmu itp. To jest potrzebne. Chcę dzielić się ze światem tym, co robię, a bez najmniejszej promocji nikt by tego nawet nie zauważył przy tak ogromnej ilości innych artystów.

Jak myślisz o premierze „W Niepamięci” od strony marketingowej — co jest Twoim planem na to, żeby film trafił do widzów?

Na razie nie mam planu, jeśli chodzi o marketing. Liczę na to, że widzowie, którzy dotrwają do końca filmu i poznają całą historię, którą opowiadam, zostawią po sobie jakiś ślad w formie komentarza, lajka, być może udostępnią link, a to samo w sobie dużo pomaga, bo „z ręki do ręki” dociera do większej ilości osób.

Model wsparcia przez Suppi/Patronite — jak się sprawdza przy tego typu twórczości? Co poradziłabyś komuś, kto chce sfinansować podobny, samodzielny projekt?

Aby sfinansować podobny projekt, potrzebny byłby sponsor. Suppi to tylko „jeśli chcesz — postaw mi kawę” i raczej nikt nawet tego w opisie nie czyta. Druga sprawa — ludzie niechętnie patrzą na AI, więc nie lubią takiej kawy stawiać. Mogę to polecić jedynie jako ozdobę w opisie lub tym osobom, które posiadają dużą ilość subskrybentów i docierają do wielkiej ilości osób.

Przyszłość i rady

Co dalej po premierze — kolejny film, powrót do pisania, muzyka? W którą stronę Cię ciągnie?

W każdą. Muzyka oczywiście będzie zawsze, nawet jako odskocznia od filmu. Na pierwszym planie dokończenie poprawek w książce i ruszenie jej w świat, ale miniserial „W Niepamięci” nie wychodzi mi z głowy. To jednak są koszty nie na moją kieszeń, więc nie wiem, czy kiedykolwiek wdrożę ten plan w życie. Dużo też zależy od reakcji widzów na główny film. Może mnie zmotywować lub zniechęcić do dalszego rozwijania go. Jak już będzie skończony i opublikowany, będzie żył własnym życiem tylko dzięki widzom. Jestem jednak pozytywnie nastawiona i teraz najważniejsze dla mnie jest puścić go w świat, podzielić się tymi bohaterami i ich historią z innymi. Kto dotrwa do końca — nie pożałuje tych godzin przed ekranem 🙂

Co powiedziałabyś autorce lub autorowi, który ma w szufladzie własną powieść i myśli: „a może bym to zekranizował_a w AI”? Od czego zacząć, czego się nie bać, a na co uważać?

Przede wszystkim zrobić to dla siebie i nie bać się niczego. Jeżeli historia jest ciekawa, to nawet mając kiepską jakość generacji filmu, niedoskonałości w łączeniach, największą rzeczą w takiej ekranizacji jest fabuła. Ekranizacja to książka na ekranie. Tu bardziej ma działać wyobraźnia, dialogi, całość opowiadania niż sam obraz. Audiobooki nie posiadają obrazu, a wciągają, jeśli historia jest interesująca. Robić to dla siebie, nie liczyć na oklaski, na zarobki, na sławę. Po prostu podzielić się tą twórczością z innymi. Będą ludzie, co po kilku minutach wyłączą, myśląc, że to jakaś nuda, gdy prawdziwa akcja zaczyna się dopiero w połowie. Będą też tacy, którzy od początku do końca nie mrugną okiem, bo tak ich wciągnie. Ale będą też tacy, którzy nie skupią się absolutnie na niczym, tylko na samym słowie AI, i czerpiąc satysfakcję z hejtu, zaśmiecą komentarze. Dlatego pierwszym i ostatnim nastawieniem powinno być „dzielę się tym ze światem i robię to dla siebie”. Wtedy nie ma rozczarowania. Więc jeśli ktoś ma taką swoją „perełkę” w szufladzie, niech zacznie działać. Będzie, co ma być.

Gdzie znaleźć DIAXI

Jeśli ten wywiad Cię zaciekawił, twórczość DIAXI znajdziesz w kilku miejscach:

Od redakcji

Historia DIAXI to jeden z najczystszych przykładów tego, o co w kinie AI naprawdę chodzi: nie o to, żeby maszyna wyręczyła twórcę, lecz o to, żeby jedna osoba mogła w końcu pokazać światu obrazy, które od lat nosiła w głowie. Dziewięć miesięcy po 10–12 godzin dziennie, walka o każdy ruch głowy bohatera, ponad trzy godziny gotowego materiału złożonego w pojedynkę — to nie jest „klikanie generuj”. To praca, przy której słowo „amator” brzmi jak żart.

Jeśli ta rozmowa rozpaliła w Tobie ochotę, żeby wyciągnąć własną „perełkę z szuflady” i pokazać ją w ruchu — to najlepszy moment, żeby zacząć.

Chcesz wiedzieć, jak w pełni wykorzystać potencjał AI w kinematografii od podstaw? Specjalnie dla pasjonatów i profesjonalistów od moviemakingu przygotowaliśmy kompletny, darmowy kurs online: „Tworzenie filmów ze sztuczną inteligencją – pierwsze kroki”.

📚 Pobierz darmowy ebook i odkryj, jak sztuczna inteligencja może stać się Twoim najpotężniejszym współpracownikiem na planie filmowym!

Pobierz darmowy ebook: Stwórz film z AI - pierwsze kroki

📚 Pobierz darmowy ebook: Stwórz film z AI – pierwsze kroki!

Rozmawiał: Łukasz, Redakcja KinoAI.pl
Wywiad autoryzowany. Publikacja: 1 lipca 2026.

Leave feedback about this

  • Quality
  • Price
  • Service

PROS

+
Add Field

CONS

+
Add Field